O tym pięknym miejscu w Karkonoszach pisałam tutaj już dwa lata temu. Wtedy królowały jesienne klimaty, jagody i siąpiący deszcz. Tym razem wyciągnęłam w Izery moich mężczyzn, gdzie w pięknej zimowej aurze spędziliśmy super weekend. Jesteście ciekawi co robiliśmy?

Tak się składa, że do Szklarskiej Poręby i Jakuszyc z Poznania dzieli nas teraz tylko 3,5 godziny drogi (no praktycznie nawet mniej), wiec czasem, przy wolnym weekendzie, szkoda nie skorzystać…

Zatrzymaliśmy się w pensjonacie Koziołki, który od Jakuszyc oddalony jest o jakieś 15 km. Kilka słów o tym miejscu – jeśli chcesz naprawdę odpocząć z dala od przepełnionych górskich kurortów, ponapawać się pięknymi widokami i świeżym górskim powietrzem – to miejsce jest dla Ciebie. Pobyt za dwie noce wyniósł nas ok. 180 złotych (2 osoby + pies) w pokoju z łazienką. Żadne 5 gwiazdek, ale schludnie i czysto – tak jak lubimy. Ogromny zamykany teren przed budynkiem był rajem dla Loco, a także miejscem gdzie spokojnie mogliśmy zaparkować samochód. W obiekcie działa też sauna (darmowa!), mamy do dyspozycji “mini siłownię”, na poddaszu jest wspólna kuchnia i wiele miejsc gdzie można wspólnie posiedzieć – idealne dla większej grupy! Ostatnia rzecz, a chyba najmilsza – Pani właścicielka! Tak sympatyczna, pomocna i ciepła osoba jest tylko idealnym dopełnieniem tego pięknego miejsca! Polecamy!

Co robić zimą w takim miejscu? Jak Jakuszyce to jedno – narty biegowe. Od razu podkreślam – ja w takie klocki jestem beznadziejna. Moja przygoda z nartami zjazdowymi to historia o lekko tragicznym zabarwieniu, która z biegiem czasu i kolejnych prób powoli kształtowała się jak coś, co można nazwać “jazdą”. To podejście do biegówek było drugim w moim życiu. Pierwszy raz, też w Jakuszycach, narty założyłam jakieś 15 lat temu przy okazji ZAWODÓW narciarskich. Pamiętam tylko, ze płakałam. Dużo. I nawet nie wiem, czy ten “bieg” ukończyłam. No cóż, nie każdy rodzi się z talentem do takich sportów. W tę sobotę miało być inaczej… 🙂

Narty wypożyczyliśmy w wypożyczalni Fischer – przy samym parkingu w Jakuszycach. Koszt wypożyczenia nart, butów i kijków to 35 złotych za cały dzień. Nie tak źle, co nie? Butki do jazdy klasycznej są wygodniejsze niż treki – zapomnijcie o ciężkich i sztywnych butach do nart zjazdowych. Wszystko miło i przyjemnie, wpinać się i jazda. No i tak miało być… ale było tak jak za pierwszym razem. “Przejechałam” może z 400 metrów i coś pękło. Tak się bałam, że nie byłam w stanie się przełamać. Ślisko, wielu ludzi dookoła i ja jak taka sierota na środku, wstrzymująca ruch. Już prawie się poddałam kiedy usłyszałam “A chcesz spróbować z instruktorem?” 🙂 Nie myślałam za długo, przytłoczona porażką i powiedziałam – czemu nie?! Było wtedy około 10:00 – zadzwoniliśmy do centrali wypożyczalni zapytać o możliwość rezerwacji instruktora na cito, co mogło się nie udać. Ale udało się – o 13:45 mogłam rozpocząć jazdy. Tylko do tego czasu musiałam coś robić… Mateusz zapytał, czy on może sobie pojeździć, ja się zgodziłam – stwierdziłam, że sobie pochodzę sama, no i… prawie się rozwiedliśmy. Nazywają to ponoć PMS, ale nie będę wdawać się w szczegóły 🙂

Wybiła 13:45 – punktualnie pojawiliśmy się przy wypożyczalni gdzie spotkaliśmy się z moim instruktorem. Piotr, zwany Abdulem, zaczął od początku – jak zbudowane są narty (co nie jest takie oczywiste dla laika), jak przymocować kijki, zapiąć buty itd. Po 5 minutach wstępu, powiedział “idziemy” i musiałam zmierzyć się z dość stromym podejściem na trasę zwaną “górnym duktem”. Mateusz przyznał mi potem, że zastanawiał się jak ja tam wejdę, przypominając sobie poranne przygody, ale dzięki wskazówkom Piotra udało się i to bez wywrotki. Nie będę tutaj streszczać wszystkiego, ale podkreślę jedno – TO BYŁA ŚWIETNA DECYZJA. Po godzinie, która kosztowała mnie 70 złotych, zaczęłam się w końcu dobrze bawić. Załapałam (choć nadal muszę podszkolić hamowanie :)) i chcę jeszcze więcej. Pokonałam swój lęk przed tym sportem i myślę, że będzie coraz lepiej! Jeśli podobnie jak ja nie jesteś urodzonym narciarzem nie zastanawiaj się tylko skorzystaj z profesjonalnej pomocy. Po co się zrażać i męczyć – lekcja była super! 🙂 Z całego serca polecam również mojego instruktora – wydawał się nieco oschły ale okazał się mega sympatycznym gościem, który ma świetne podejście do takich panikar jak ja 😀

Wejście z psem na trasy biegowe jest zakazane, choć mijaliśmy ich wiele. Z odpowiedzialnymi właścicielami nie przeszkadzały narciarzom. My zdecydowaliśmy, że w sobotę Loco spędzi dzień w pokoju w pensjonacie – bestia pozwoliła sobie spać nawet na łóżku, więc gdyby umiał mówić raczej by nie narzekał! 🙂 W niedziele postanowiliśmy, że zrezygnujemy z biegówek i pójdziemy na szlaki pochodzić, tak by czworonóg też miał coś fajnego z tego wyjazdu. Od mojej pierwszej wizyty w Izerach bardzo chciałam zabrać Mateusza do Chaty Górzystów, żeby spróbował nieziemskie biszkoptowe naleśniki – udało się! Co najfajniejsze, też był nimi zachwycony. Klimat tego miejsca, pyszne jedzenie, otwartość na czworonogi – wszystko to sprawia, że chce się tam wracać. Mam nadzieję, że jeszcze wrócimy!

Wędrując mogliśmy nareszcie nacieszyć się prawdziwą zimą – świeży biały puch na drzewach w słonecznych promieniach to przecież jeden z najpiękniejszych widoków! Warto go zobaczyć nawet musząc znosić silny mroźny wiatr i oblodzony szlak <3 Było warto! Prawie 20 km w nogach, dwa naleśniki z jagodami w brzuchach (taka przyjemność – 19 złotych za sztukę), tysiące pięknych widoków w pamięci. A Loco? Loco kocha zimę!

Łapcie kilka foteczek z tego przeuroczego dnia! Załączam też mapkę szlaków – skorzystajcie, nie dajcie się namawiać! 🙂