Robicie podsumowania roku?
Ja jakoś szczególnie się tym nigdy nie zajmowałam – wiadomo, jakieś wspominki, instagramowe #bestnine itd, ale żeby sobie wszystko pięknie opisać to chyba nigdy… Ale wiecie co? Fajna przy tym zabawa! Więc tutaj i teraz, słuchając noworocznego koncertu w Wiedniu, podsumowuje każdy miesiąc zamkniętego już 2019 roku jednym porównaniem!

STYCZEŃ… jak słomiany zapał!

Tak – styczeń był pełen postanowień, które diametralnie miały zmienić moje życie 😀 I co? I zamiast starannego planowania w cholernie drogim planerze, zamiast codziennego biegania, systematycznego prowadzenia bloga i wieluuuuu innych wyszła… kaszana! Mam nadzieje, że u Was było zdecydowanie lepiej. I wszystko było by w sumie ok, gdyby nie to, że plany na 2020 są znów takie same! Zero nauczki, ale ciągła wiara w to, że mogę i potrafię. Trzymajcie kciuki bym za rok nie napisała o styczniu tego samego!

LUTY… jak Londyn i Lwów!

Tak się ładnie złożyło, że w drugim miesiącu 2019 obie zagraniczne podróże były do miast na L 🙂 Zarówno w Anglii jak i na Ukrainie byłam po raz pierwszy w życiu – obie podróże weekendowe, obie totalnie różne.
Londyn – babski wypad z mega napiętym harmonogramem – najpiękniejsze Notting Hill, ogromy śmiechu i marzeń na Abbey Road i dużo smacznego jedzonka.
Lwów – mroźne 3 dni na totalnym chillu, bez planu i ładu 🙂 Kulturalny wieczór w Operze Lwowskiej i jeszcze więcej kulinarnych smaków naszych wschodnich sąsiadów. Pięknie i pycha!

MARZEC… jak Majorka – extasy and motion!

Nie ma to jak przełamać chłodek krótkim pobytem na przepięknej i słonecznej wyspie jaką jest Majorka!!! Co to było za kilka dni! Wyspa totalnie zaskoczyła nas pięknem swoich gór i takiej różnorodności, której w życiu się nie spodziewałam. Oliwki i wino przelewały się nam w żołądkach cały wyjazd – jedyne co mogłabym wymazać z tych dni to.. zatrucie pokarmowe.. 🙂 I wiecie co – koniecznie lećcie na Majorkę!!! Woda na zdjęciu naprawdę ma taki kolor – tam nie ma żadnych filtrów! <3

KWIECIEŃ… jak koniec pewnego rozdziału.

Właśnie z końcem kwietnia po ponad 3 latach pożegnałam się z działem finansów w GSK. Jestem wdzięczna za wszystko dobre co mi ta firma przyniosła – świetnych ludzi, ogrom zdobytej wiedzy i możliwości. Czasem zmiana jest potrzebna. Ta zmiana była dla mnie dobra, a wspomnienia i tak pozostają 🙂

MAJ… jak majówka w Marsie!

I wtedy przyszedł maj… i po zmianie pracy totalnie wolna majówka! Ten kto pracuje w księgowości i finansach wie, że majówka prawie nigdy nie oznacza wolnego 😀 Tego roku było inaczej! Weselna zabawa i przepiękny Biebrzański Park Narodowy to dwa główne wspomnienia z początku tego najpiękniejszego miesiąca w roku. A co było później? Nowi ludzie, nowe biuro, nowe wyzwania – tak mogę w kilku słowach opisać początki pracy w Marsie. Teraz z perspektywy 1 stycznia 2020 zmieniłabym każde słowo “nowe” na “super” – też ładnie pasuje, prawda?

CZERWIEC… jak czar Disneya!

Nie od dzisiaj wiadomo, że Disney to jedna z największych miłości mojego życia. Moja ukochana szkoła emisji głosu postawiła na niego podczas koncertu kończącego rok szkolny i mogąc spełniać swoje marzenia zaśpiewałam jedną z moich ukochanych piosenek – “Kto wie dokąd odejść stąd” z bajki Pocahontas 2 (tak – była druga część, którą osobiście lubię bardziej niż pierwszą)! Osobiście z występu byłam bardzo zadowolona, chociaż próba generalna doprowadziła mnie do płaczu… 🙂 Chce się więcej!

takie tam przy robocie … 🙂

LIPIEC… jak lato z rodzinką!

Lipiec minął szybko, ciepło i rodzinnie… Brat na krótkich wakacjach, odwiedziny siostry Mateusza z rodziną, jedno wesele. Poświęciliśmy sobie trochę czasu i odpoczęliśmy, bo wiedzieliśmy, że zbliża się… sierpień!

SIERPIEŃ… jak sportowe wyzwania!

Sierpień to chyba mój ulubiony miniony miesiąc! To miesiąc walki ze sobą samą i udowadniania sobie, że potrafię wiele! Moje marzenie – Orla Perć – zdobyta cała jednego dnia. Trochę wątpiłam w swoją kondycję i umiejętności, a jednocześnie wierzyłam w to, że to zrobię. I udało się! Do dziś jestem z siebie mega dumna! Do tego wejście na Małą Wysoką na zachód (i też wschód) słońca – niezapomniane chwile na 2429 m n.p.m! Drugie wyzwanie – rowerowy rajd z Suwałk do Tallina – niesamowita przygoda, na dźwięk której niektórzy pytają – ileeeee przejechaliście???? 🙂 Tak – przejechaliśmy prawie 750 km, a rekord jednego dnia to 159 kilometrów! W tych wszystkich szalonych momentach mam przy sobie najlepszego kompana… 🙂
Sierpień to było coś – więcej takich miesięcy w 2020 poproszę! Jestem gotowa! 🙂

WRZESIEŃ… jak włoska kuchnia!

Na początku roku nie pomyślałabym, że przyjdzie mi spędzić dwa wrześniowe tygodnie w słonecznym Mediolanie i to jeszcze w podróży służbowej! Poznałam super ludzi… i objadłam się pysznych makaronów i pizzy. Nie będę już wymieniać tych wszystkich pysznych dań bo zaraz zrobicie się głodni. Powiem tylko – kto nie lubi włoskiego jedzenia ten trąba! 🙂

PAŹDZIERNIK… jak POWTÓRKA!

Znowu Mediolan, pyszne jedzenie i piękne widoczki bo tym razem przedłużyłam wyjazd o pobyt prywatny! Piękne jezioro Como, Alpy Bergamskie i samo Bergamo rozkochało nas w sobie na zabój. Czy jest tu ktoś kogo te klimaty nie zachwycają??? 🙂

LISTOPAD… jak lankijska zieleń z LOTem!

Listopad przyniósł nam długo wyczekiwany dłuuuuugi urlop! Sri Lanka – zielony raj na ziemi – to dla mnie jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, które dane mi było zobaczyć. Soczysta zieleń pól herbaty, dzikie słonie na (dosłowne) wyciągnięcie ręki, ciepły jak zupa Ocean Indyjski i z pewnością najszerzej uśmiechnięci ludzie na całym globie <3 Jedyne ale, do którego można by się przyczepić to niestety jedzenie, które na wyspie pozostawia dużo do życzenia. Z wyjątkiem owoców morza przy wybrzeżu – tam to potrafią je przyrządzić… <3 12 dni planowanych + dwa przymusowe zafundowane przez nasz kochany polski LOT = 14 dni świetnej przygody, którą z przyjemnością bym powtórzyła. Ale przecież na świecie jest jeszcze tyle do zobaczenia… Co nie 2020? 🙂

<3

GRUDZIEŃ… jak Gwiazd(k)a!

Grudzień, zima, ciemno, szaro. Chyba większość dni taka była. Tym bardziej po przeskoku z 30 stopni Celcjusza to tych balansujących w okolicach zera wszystko było takie smutniejsze… Ale oprócz cudownych Świąt z rodzinką, które okazały się wyjątkowe bo bez wigilijnych kłótni (o mamo!), był też moment firmowej Gwiazdki, gdzie razem z kilkoma świetnymi ludźmi z pasją, mogliśmy poczuć się jak te prawdziwe, sceniczne gwiazdy… 🙂 Ja to się w sumie nawet tak błyszczałam… ;P

fot. pracownia-fotograficzna.com

2019, byłeś naprawdę dobrym rokiem…