Afryka,  Podróże małe & duże

Słów kilka o… Maroko

Po dość długiej przerwie powracam do Was z nowym, odświeżonym widokiem mojego bloga – dajcie znać jak Wam się podoba!  Na dobry początek nowego 2018 roku (ups.. mamy już luty, więc nie taki tam nowiutki) zapraszam Was na krótki post o Maroku – kilka faktów i mitów z którymi zderzyliśmy się podczas naszej listopadowej podróży. Hmmm, czyżbym ominęła post o postanowieniach noworocznych? 🙂 

Myślę, że to co za chwilę przeczytacie będzie fajniejsze – gotowi?

Jak każdy kraj, Maroko postrzegane jest przez pryzmat stereotypów i utartych opinii, których jedna część nie zawsze jest zgodna z prawdą, a druga – prawdziwa tak bardzo, że nie można się temu nadziwić. Nie mnie jest jednak oceniać co i w jakim stopniu jest, a co nie jest zmyślone,  tylko po tygodniowym pobycie. Przedstawię jednak moje nasze subiektywne wrażenia i odczucia na temat tego, co ludzie gadają… 🙂

Maroko (dokładniej Królestwo Marokańskie) to państwo w północno-zachodniej Afryce leżące u wybrzeży Oceanu Atlantyckiego i Morza Śródziemnego ze stolicą w mieście Rabat. Mam nadzieję, że tyle z geografii pamiętacie. 🙂 Walutą tutaj jest MAD czyli dirham marokański – 1 MAD to ok. 40 groszy. Językiem urzędowym jest język arabski chociaż duża część ludności posługuję się również językiem berberyjskim oraz francuskim. Berberowie (lub Berberzy) uznawani za rdzenny naród północnej Afryki obecnie zamieszkują górskie obszary Maroka i są przesympatycznymi ludźmi. O tym może kiedy indziej…

– Babciu, przyjedziemy za dwa tygodnie bo teraz lecimy do Maroka. – Do Maroka? Przecież tam są sami terroryści, dziecko! W telewizji mówili…

Właśnie bezpieczeństwu w Maroku chciałabym poświęcić sam początek postu. Niestety media tak bardzo wszczepiły nam wizję dzikich Marokańczyków na każdym centymetrze ich ziemi, że sama wchodząc na pokład samolotu pomyślałam sobie “co ja robię?”, mając przed oczami dzikusów porywających blond niewiasty. Na szczęście te myśli szybko mnie opuściły i odkąd tylko wróciliśmy do Polski tak bardzo chciałam wszystkim wykrzyczeć:

CZY WY WSZYSCY POWARIOWALIŚCIE Z TĄ MAROKAŃSKĄ NAGONKĄ?

Ale do rzeczy – czymś to muszę uzasadnić. Faktem jest, że w Maroku spotykamy się z totalnie inną kultura – jest to kraj arabski i dla nas Europejczyków jest to zupełnie “inny świat”. Już pierwszego dnia pobytu pomyślałam sobie, że jeśli kiedykolwiek poczuję się obco w europejskim kraju to chyba coś ze mną będzie nie tak. No i tutaj całe “clue” – czuć się obco to nie to samo co czuć się zagrożonym. Jak w każdym innym turystycznym kraju jest tam mnóstwo wszelakiego rodzaju naganiaczy (więcej, z ręką na sercu, było ich w Tajlandii – w obu przypadkach mówimy o sezonie “poza sezonem” ✌), którzy próbują sprzedać Ci wszystko co mogą. Trzeba uważać również na lokalnych przewodników, którzy tylko z potrzeby dobrego serca chcą Ci pokazać okolicę i drogę do miejsca, którego własnie szukasz. Oczywiście nie otrzymując nic w zamian ($) poczęstować Cię mogą soczystym “fu** you” i środkowym palcem. I to by było tyle z niebezpieczeństwa, no chyba, że będziesz bardzo hojny (naiwny) i stracisz część swojego wakacyjnego budżetu. Chciałabym tutaj wspomnieć o instytucji, o której istnieniu dowiedzieliśmy się przypadkiem, a która totalnie nas zaskoczyła i w pełni uspokoiła. Policja turystyczna. W Maroku korzystaliśmy z dobrodziejstwa jakim jest Coachsurfing i czas w Agadirze spędzaliśmy z Ammarem – przesympatycznym i gościnnym marokańczykiem. Wieczorem, spacerując w trójkę po promenadzie drogę zajechało nam dwóch mężczyzn na motocyklach. Cywilne stroje zdradził tylko malutki napis POLICE na kaskach. Jeden z mężczyzn skinął na Ammara i rozpoczął z nim dość żywą dyskusję. Odbiór mógł być trochę złudny, bo język arabski jest językiem bardzo energetycznym – jak się okazało rozmowa nie miała negatywnego przebiegu. Zadaniem tej policji jest zwracanie uwagi na podejrzane sytuacje – dwóch europejczyków prowadzonych w nieznane przez lokalnego? Tak pewnie zostaliśmy przez nich odebrani. Wylegitymowanie, pouczenie (cała sytuacja ok. 15 minut), pytanie do nas “czy wszystko ok”, uśmiechy i miłe pożegnanie. Dowiedzieliśmy się, że takie zdarzenia są w Agadirze dosyć częste, bo bezpieczeństwo turystów jest dla miasta bardzo ważne. Oczywiście – jak w każdym innym miejscu na Ziemi – istnieje również ta ciemna strona – przestępczość. Oprócz propozycji zakupu narkotyków podczas pierwszego wieczornego spaceru i jednej nieprzyjemnej damsko-męskiej sytuacji w Marakeszu ta strona na szczęście nie dała nam o sobie znać. I jako zdanie podsumowania – nie generalizujmy, a bądźmy czujni i ostrożni. Myślę że taka dewiza wyjdzie nam na dobre zawsze i wszędzie 👍.

Idąc dalej – Maroko to kraj afrykański. Ale nie dajcie się zwieść pozorom. To, że kraj posiada pustynie i leży na takim, a nie innym kontynencie nie oznacza, że w każdym jego zakątku i o każdej porze roku spotka nas lato i afrykański żar z nieba. 🙂 Pory roku w Maroku są identyczne jak w Europie – włączając zimę ze śniegiem. Nie mówię tutaj o dalekim południu czy Saharze, ale o najczęstszych destynacjach turystycznych takich jak Agadir, Marrakesz czy Casablanka. Pogoda w Maroko jest bardzo zróżnicowana i pamiętajcie by przed wyjazdem sprawdzić prognozy pogody – nawet jeśli nie sprawdzą się co do stopnia Celcjusza pozwolą nam uniknąć niespodzianek. Ostatni tydzień listopada okazał się dla nas bardzo łaskawy – temperatura dochodziła nawet do 30 stopni (latem to i ponad 40!), jednak wieczorami robiło się bardzo chłodno – ciepły sweter czasami nie wystarczał. Ocean do kąpieli również nie zachęcał – woda w Atlantyku była przeraźliwie zimna. W Atlasie natomiast znaleźliśmy złotą jesień, a nawet zobaczyliśmy marokański śnieg, ale góry to już zupełnie inna, piękna bajka…

Coś co bardzo napędzało moją potrzebę wyjazdu do Maroka to marokańskie jedzenie. Niestety.. nie do końca spełniło moje wygórowane oczekiwania. Pysznie było dnia pierwszego, dnia drugiego i trzeciego… Ale na dłuższą metę marokańskie smaki są… jakby to powiedzieć – nudne. Na marokańskich stoiskach znane na całym świecie kopce z przyprawami, a na talerzach – dość monotonnie. Staraliśmy się jadać w jak najbardziej “lokalnych” miejscach, by jak najlepiej poznać ich kuchnię i naprawdę było smacznie, ale to chyba jednak nie to. Są oczywiście perełki kulinarne za których smakiem już mi się troszkę tęskni, ale marokańskiej kuchni chciałabym poświęcić osobny post. Najwspanialszym smakowym doznaniem była jednak marokańska herbata nazywana również marokańskim whiskey – pije się ją wszędzie, do wszystkiego i bardzo dużo. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że chociażby dla tej herbaty i całego rytuału jej spożywania – trzeba odwiedzić Maroko!!! ❤

Kultura Maroka jak już wcześniej wspomniałam to dla nas zupełnie obcy świat. Spowodowane jest to głównie religią Marokańczyków – aż 98% wszystkich wyznawców to wyznawcy Islamu. Stąd oprócz pobudki nad ranem i przeraźliwego “Allah akbar…” wydobywającego się z głośników meczetów, najbardziej rzucający się w oczy jest ubiór kobiet wynikający z Szariatu czy widok tłumu mężczyzn w białych strojach pędzących na modlitwę. Turyści (a dokładniej turystki) w większych miastach nie muszą ubierać się zgodnie z kanonem religii, jednak poza granicami głównych ośrodków każde odstępstwa od trendu są dość jednoznacznie odbierane. Udało mi się o tym przekonać, kiedy na rowerowej przejażdżce dotarliśmy do małej miejscowości, a mój strój w ten upalny dzień ograniczał się do shortów i t-shirtu. Dziwnie było czuć na sobie wzrok nie tyle mężczyzn, ale małych dzieci, które pokazując na mnie palcami szeptały sobie coś do ucha. Wrażenia nie do opisania i nie do polecenia 😜.

Marokańczycy, tak jak wszyscy wyznawcy Islamu, nie piją alkoholu. Czysto teoretycznie, bo w praktyce udało nam się spotkać Pana który miał bardzo duży problem z utrzymaniem pionu, a i z Ammarem piwa się napiliśmy.  Jednak w przyulicznym sklepie piwa sobie nie kupicie. Alkohol można znaleźć w niektórych większych hipermarketach np. w Carefour, ale dostęp do niego jest dość mocno ograniczony.

Miało być krótko – no to jest. I co teraz powiecie o Maroku? Może chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej? Do Maroka na pewno jeszcze na blogu wrócę, jest bowiem jeszcze wiele do pokazania i napisania! Ale ze spokojem – bądźcie na bieżąco!

Aż mi się teraz zachciało Maroka.. Kiedy lecimy? 😝

 

Pozdrawiam Was,

M.

 

Edit: Maroko, jak się dowiedziałam, jest wyrazem odmiennym. Mimo tego w tytule celowo pozostaje Maroko – pierwsza część zdania to samodzielny tytuł cyklu “Słów kilka o…”. Dziękuję za czujność! 🙂

 

 

 

 

 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *