“- Ale jak? Jak to możliwe, że potrafisz się z tego otrząsnąć? – spytała go. – Przeszedłeś tak wiele, a mimo to zawsze jesteś szczęśliwy. Jak ty to robisz? -To mój wybór – odparł. – Mogę zgnić, rozpamiętując przeszłość, do końca życia nienawidzić ludzi za to, co się stało, tak jak zrobił to mój ojciec, albo wybaczyć i zapomnieć. – Ale to nie takie proste.Uśmiechnął się.– Ale dużo mniej męczące, kochanie. Wybaczasz tylko raz, a urazę żywisz każdego dnia, a do tego musisz pamiętać wszystkie te straszne rzeczy.”
M.L.STEDMAN -ŚWIATŁO MIĘDZY OCEANAMI
☺ To moja pierwsza w życiu recenzja książki, dlatego proszę Was o wyrozumiałość. ☺

 

Pozycja ta nie jest już najświeższą nowinką czytelniczą, ale przecież książki mają to do siebie, że nie wychodzą z mody, prawda? A może akurat Ty właśnie się zastanawiasz co by tutaj poczytać przed snem czy w tramwaju w drodze do pracy. Jeśli szukasz lekkiej i przyjemnej pozycji, z nutką (dosłownie ósemką) tajemnicy, śmiało możesz sięgnąć po “Światło między oceanami” M.L. Stedman.
Co zachęciło mnie do przeczytania tej pozycji? Piękna filmowa okładka, o którą zadbało wydawnictwo Albatros, dość ciekawy tytuł i rekomendacja koleżanki, która opisała ją jako.. smutną. Tego, moja wrażliwa duszyczka nie mogła zlekceważyć.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy nie mogłam przebrnąć przez pierwsze strony książki… Powód? Zaledwie dzień przed rozpoczęciem czytania “Światła..” kończyłam jeszcze ostatnie stronice Ojca Chrzestnego i niestety zderzenie tych dwóch pozycji podkreśliło banalne dialogi i płytkość opisów początkowych scen dzieła Stedman. Jednak w miarę czytania i rozwinięcia się akcji, było coraz lepiej.
Fabuła nie należy do tych nieprzewidywalnych, ale jest w niej coś co sprawia, że podąża się za historią bohaterów z ogromną ciekawością ich dalszych losów i podejmowanych wyborów. I tak właśnie podążałam za krokami Toma i Isabel, których momentami nie lubiłam, którym innym razem współczułam, a koniec końców – z którymi bardzo się zżyłam.Tom, młody inżynier wyniszczony przez realia wojny, odnajduje spokój na małej wysepce Janus Rock u wybrzeży Australii. U swojego boku ma kochającą żonę, z którą z czasem dzieli największy sekret ich życia. Sekret, który wystawi na próbę ich uczucie, ale także ich ludzką moralność.

Jak to w życiu bywa, nie wszystko jest takie jak sobie wymarzymy. Książka uczy nas, że cel nie zawsze uświęca środki, że decyzje, które z początku wydawały się w pełni uzasadnione potrafią zniszczyć życie wielu osób. I to również tych, których tak bardzo kochamy.
Właśnie te myśli sprawiły, że czytając końcowe rozdziały “troszkę” pochlipałam.
No, może z tym “troszkę” przesadziłam. 🙂




Książkę, w przeciwieństwie do filmu, polecam z czystym sercem. Pozytywny odbiór potęguje również techniczna strona książki – zarówno wielkość i rozstaw czcionki jak i gabaryty wydania w moim odczuciu są bardzo dobrze wyważone. Jeśli chodzi o ekranizację, to takich flaków z olejem nie ratowały nawet przepiękne zdjęcia… Ale to nie film jest tutaj głównym bohaterem wpisu. Jego zakończę mocnym 7/10.

 

A Ty co teraz czytasz? Polecisz mi jakieś książkowe cudo?
Pozdrawiam Cię,
Marta